Temat jest oklepany
Temat jest oklepany i zarazem niemodny. Teddy Brunius porównał „piękno" z osiemnastowiecznym „flogistonem", czyli --jak sądzono - wspólną właściwością wszystkiego, co płonie: pokazało się później, że flogiston nie istnieje. A jednak - można by odpowiedzieć - wszystko, co płonie, utlenia się: wspólna właściwość, wyrzucona drzwiami, wraca oknem. Toteż mimo wszelkich przeciwwskazań spróbujmy ugryźć ten temat. Ujmę go prak-% tycznie, starając się dostrzec, skąd biorą się niektóre typowe nieporozumienia w posługiwaniu się terminem „piękno" zarówno przez specjalistów jak i przez amatorów sztuki. Gdyby jednak czytelnik chciał głębiej wniknąć w pewne sprawy, o które tu zaledwie potrącimy, radzić by mu należało najpierw lekturę dwóch krótkich, ale wybornych tekstów: O pojęciach piękna pisał w roku 1959 Władysław Stróżewski, a Władysław Tatarkiewicz w roku 1970 naświetla Wielkość i upadek pojęcia piękna. Ważkie i zarazem precyzyjne myśli o tych sprawach znaleźć można u Henryka Elzen- berga, obszerniejszym zaś wprowadzeniem w ich obręb są prace Mieczysława Wallisa (dane bibliograficzne znajdzie czytelnik na końcu niniejszego tomu).
| |