Musiałem przekonywać trenera. Ustąpił. Walki przegrałem, ale tylko na punkty. Były to zresztą jedyne pojedynki, jakie przegrałem na polskich ringach. Podobno sprawiłem się do- , brze i odtąd już bez zastrzeżeń pozwolono mi walczyć w wadze muszej. Wkrótce zdobyłem tytuł mistrza Polski juniorów w wadze papierowej.
Marzyłem potem o udziale w pierwszej ogólnopolskiej spartakiadzie, o walkach na ringu warszawskim. Na obozie w Pieszycach starałem się jak mogłem, byłem lepszy od Frydrycha i Faski. Mistrzostwa „Stali" były jednocześnie eliminacjami do spartakiady. Zwyciężyłem wszystkich rywali, zdobyłem mistrzostwo zrzeszenia „Stal", ale na turniej spartakiadowy wyznaczono innych. Czułem ogromny żal do trenerów... do ca- , łego świata.
W mojej karierze bokserskiej stoczyłem blisko czterysta
Wilk, widziałem ich znacznie więcej i mogę powiedzieć, że ładna nie była dla mnie nudna. Obojętnie, czy walczyłem g dobrymi lub słabszymi przeciwnikami, czy oglądałem gwia-dy, lub miernych bokserów - zawsze w każdym widziałem lnaywidualność, inną „mieszankę" charakteru, nerwów, mięśni oraz inteligencji; Lubiłem mierzyć się i z finezyjnymi technikami i z silnymi zabijakami ringu; lubiłem stawiać czoła mańkutom, choć bywali dla mnie najtrudniejszymi przeciwnikami. Po prostu lubiłem walkę.
| |
|