Kwalifikacje legionisty rosły z meczu na mecz. Docenił je selekcjoner Ryszard Koncewicz i w kwietniu 1968 roku, 21--letni Deyna trafił do reprezentacji, rozgrywając spotkanie z Turcją. Od następnego sezonu już praktycznie na stałe zadomowił się w narodowej drużynie. W roku debiutu zdarzały mu się i słabsze mecze, ale w kolejnym sezonie grał na wysokim, równym poziomie. A mimo to, gdy wychodził na płytę boiska często witały go gwizdy. W latach dojrzewania talentu Deyny, taktyka gry w piłkę nożną przechodziła dalszą ewolucję. O powodzeniu drużyny decydowali najczęściej zawodnicy drugiej linii. Opanowanie środkowej strefy stanowiło klucz do sukcesów. Tylko nieliczni zdołali początkowo dostrzec nieprzeciętne walory pana Kazimierza w realizacji tych nowych wymagań. Nie wszyscy kibice starali i starają się też zrozumieć, że postawa piłkarza nie zależy wyłącznie od ilości spędzanych na treningach godzin. Liczą się także sprawy rodzinne, osobiste. A te nie zawsze układały się Deynie na miarę pragnień...
U schyłku 1969 roku Kazimierz Deyna został wybrany, w tradycyjnym plebiscycie „Sportu" najlepszym piłkarzem roku. Wystarczy przeczytać parę fragmentów prasowych relacji z tamtego okresu, oceniających jego grę, by przekonać się jak szybko doszedł do mistrzowskiej klasy.
| |
|