Dopiero kiedy staję na najwyższym stopniu podium mistrzostw świata, wiem, że to nie sen. Za mną koleżanka z biało-czerwona flagą w ręce. Grają Mazurka Dąbrowskiego. Ktoś unosi mnie w górę i niesie przed trybunę honorową... A potem pokazy. Na stadionie tłumy widzów. Wykonuję swój układ na poręczach. To mój ulubiony przyrząd. Czuję się pewnie i lekko. Aplauz widowni dodaje mi'sił. Do dziś pamiętam tamten występ. Czyż można go zapomnieć?"
A później było powitanie na krakowskim dworcu. Nieprzebrane tłumy ludzi i szczupła sylwetka kobieca w kostiumiku z Orłem na piersiach, wysiadająca z pociągu i starająca się znaleźć wśród ludzkiego mrowia najbliższych. Wreszcie jest! Maleńka figurka dźwigająca za wielki jak na jej siły bukiet. Małe rączki podnoszą go wyżej, wyżej. Żeby mama zauważyła. Wreszcie widzi! Ewa! Mama! Uściski i łzy radości. Te gratulacje były najpiękniejsze.
Po tym sukcesie stała się Helena Rakoczy naprawdę sławna. Znali ją chyba wszyscy w kraju. Zdjęcia, tysiące zdjęć, wywiady, filmy. Nawet ci, którzy nigdy nie interesowali się sportem wiedzieli kim jest Rakoczy. Niełatwo być własnością publiczną. W końcu udało się jej jednak wyjechać z córką i mężem do „zabitej deskami" podkrakowskiej wsi na krótki urlop. Trwał on aż... dwa dni. Po 48 godzinach pobytu na „wczasach" ekipa polskiego filmu i radia odnalazła mistrzynię. Była im niezbędna. Helena wróciła do Krakowa i... od tego czasu po raz pierwszy była na prawdziwym urlopie w roku 1973!!! Ale za to z mężem, dorosłą już córką, zięciem i wnuczką Anitą. Wcześniej przez te wszystkie lata nie było po prostu czasu. Treningi, zgrupowania, obozy, przygotowania przedolimpijskie.
| |
|