Czasem większym i zaszczytincjszym
Czasem większym i zaszczyt-incjszym jest być nieszczęśliwym niż pogodzić się z tym, co życie daje, i utonąć w_ parszywstwie dobrobytu i samozadowolenia." t l>/iwnie miały się spełnić te życzenia. Pobrzmiewa w nich bardzo nie-l/.iiHicański wstręt do filisterstwa. W ogóle czytając Witkiewicza i przypominane sobie zasady „pracy nad sobą" (strach, jak to brzmi dzisiaj staroświecko i niezrozumiale) i wzgardę dla „życia pospolitego" (Gemeinschaft macht gemein), jaką słyszało się jeszcze za młodu z ust tamtej generacji i u idziało się nieraz w jej biografiach - zrozumieć można, jak stanowczo wpłynął Nietzsche na rozwój ówczesnych postaw antyburżuazyjnych, 111 vkonsumpcyjnych, ówczesnej tęsknoty za życiem trudnym i wzniosłym (nllio: jak dobitnie te postawy wyraził). Witkiewicz rozczytywał się w auto-"' '/-aratkustry („ten stary komediant Nietzsche", napisze w wiele lat im.-niej Witkacy, maskując swą głęboką odeń zależność), ale zresztą nie liyl (co sam stwierdza) pożeraczem książek, czytał je za to i rozważał wie-Inluoinie: Mickiewicza i Słowackiego, Tołstoja, Ewangelię. A poza tym to byl.i generacja, która czytała Zolę, Taine'a, Spencera, Ruskina... Witkacy czytał Freuda (na s. 779 Listów jest wstrętny sen, który Witkacy notuje - świetnie - na użytek ojca), studiował Kretschmera i pochłaniał współczesnych filozofów niemieckich, ale i bez tej pożywki buntował się - jeszcze w roku 1906 - przeciw postawie ojca: „Zdaje się, że nigdy na siebie nie będę patrzył z punktu widzenia społeczeństwa. Zawsze będę uważał, że stosunki oparte nie na walce, tylko na litości są kłamstwem."
| |